piątek

Nie wiedzieli o swoim istnieniu, a tak myślę, że gdyby wiedzieli, to i tak by się nie polubili. Drwił by jeden z drugiego, że czestmir, maminsynek, że skórzany tornister zamiast plecaka. Byli jak bracia jednojajeczni. Jak odbicia w lustrze, w sklepie obuwniczym przy ulicy Syrokomli, odchodzącej od Rembielińskiej.